czwartek, 4 sierpnia 2011

sometimes I'm tired...

Cześć wszystkim.
Dzisiejszy post bez zdjęć, bo chciałabym Wam napisać coś od siebie, ale nadrobię to.

~*~

W takie wieczory jak ten uświadamiam sobie bardzo wiele istotnych i mniej istotnych rzeczy, mam nadzieję, że jedno z moich przemyśleń uda mi się tutaj opisać, choć w małym stopniu. 
Kolejny już taki, deszczowy, ponury i nadzwyczaj smutny wieczór, przysparza na pewno nie tylko mi wielu myśli, których nie jestem w stanie sama uspokoić. 
Myśleliście kiedyś nad tym, co w życiu dla Was jest tak naprawdę najważniejsze? Co daje Wam radość każdego dnia, choć tak naprawdę jest to mało zauważalne?
Nie chcę nikogo pouczać, ani prawić kazań, bo tak naprawdę to każdy z Was indywidualnie powinien usiąść i pomyśleć chwilę nad tym, co ma dla niego w życiu największą wartość. 
Dla mnie tą najważniejszą wartością w życiu jest dziś rodzina, dziś i na zawsze. Wstyd mi się przyznać nawet przed samą sobą, że by do tego dojść, musiałam stracić w pewien sposób na kilka długich lat ojca, by docenić to, jak ważna w życiu jest rodzina, jak wiele może dawać radości, w tych najprostszych, codziennych sytuacjach. Kiedy brakowało mi ojca, wiecie za czym tęskniłam najbardziej? Nie za tym, kiedy ojciec mówił mi, że mnie kocha, nie za rodzinnymi uroczystościami, a nawet nie za rodzinnymi obiadami w restauracji, czy wspólnymi wakacjami. Najbardziej tęskniłam za wspólnymi posiłkami, ale w domu, za spędzaniem czasu, ale w domu czy zupełnie spontanicznie na długich spacerach, tęskniłam za ciepłem jakie w domu panowało, kiedy ojciec wracał z pracy, a na twarzy matki gościł uśmiech, którego długi czas już brakowało. Brakowało mi mojego nadzwyczaj dobrego kontaktu z ojcem, naszych długich rozmów, a najbardziej wygłupów, które wtedy, gdy miałam to głupie jedenaście lat dawały mi ogromną radość i pewną dumą, bo ''mam takiego właśnie ojca''. 
Dziś, jak od czterech miesięcy codziennie mam całą rodzinę tylko dla siebie, nikt nam nie przeszkadza, nikt nie zakłóca spokoju, nikt nie rozprasza naszej harmonii, nie mam nikogo z boku, jesteśmy tylko my, nasze spacery, nasze wspólne obiady, nasze oglądanie filmów, nasze robienie śniadań, obiadów i kolacji. Każda najprostsza czynność wykonana wspólnie, daje mi i nie tylko mi ogromną radość, a ilekroć razy widzę uśmiech na twarzy ojca jeszcze bardziej umacniam się w wierze, że będzie lepiej.
Tak jak mówiłam, nikogo nie chcę pouczać, ale chciałabym, żeby niektórzy z Was, niezadowoleni z życia przez najmniejsze błahostki, zaczęli doceniać to co mają na pewno, to czym mogą cieszyć się każdego dnia, by niektórzy z Was docenili chociażby to, że mąż waszej matki to wasz ojciec, nie ojczym. 
Korzystajcie z każdej rodzinnej chwili, mówcie że kochacie, przytulajcie, nie żałujcie ani jednej chwili! 

Jeśli ktoś kiedyś zapyta mnie, czy żałuję swojej decyzji, śmiało i pewnością powiem, że ani trochę ;)

12 komentarzy:

  1. pięknie napisane...pozdrawiam !!

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowne słowa !

    OdpowiedzUsuń
  3. widać, że piszesz szczerze super xD

    OdpowiedzUsuń
  4. a co się działo z twoim ojcem przez ten czas kiedy go ,, nie było '' ?

    OdpowiedzUsuń
  5. O ja, aż mi się łezka zakręciła w oku. Świetna jesteś. Naprawdę.

    OdpowiedzUsuń
  6. @anonimowy
    o matko, miło to czytać,dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  7. A co powiesz na to, że moja matka nie mieszka ze mną ?

    OdpowiedzUsuń
  8. @anonimowy
    nie znam Cię, nie wiem jak to wszystko rozumujesz, ale mi byłoby ciężko, mimo tego, że moja mama nie jest idealna, brakowałoby mi jej

    OdpowiedzUsuń